Archeolodzy zazwyczaj znajdują w grobowcach amulety lub narzędzia rytualne, ale to odkrycie zmieniło zasady gry. W egipskim mieście Al-Bahnasa badacze natrafili na 1600-letnią mumię, której brzuch został owinięty niezwykłym materiałem. Zamiast typowych egipskich zwojów, była to kopia "Iliady" Homera.
To znalezisko zmusza nas do przewartościowania wszystkiego, co wiedzieliśmy o pogrzebowych zwyczajach starożytnego Egiptu. Zastanówmy się, dlaczego ktoś zdecydował się na tak niecodzienny "dodatek" w trumnie.
Literacka zagadka w sercu mumii
Choć greckie napisy w egipskich grobowcach nie są czymś niespotykanym, zazwyczaj były to teksty o charakterze magicznym lub modlitewnym. Znalezienie fragmentu epopei o wojnie trojańskiej to sytuacja bez precedensu. Tekst znajduje się na papirusie, który został celowo przymocowany do ciała zmarłego podczas procesu balsamowania.
Czego dowiedzieliśmy się z tego fragmentu?
- Papirus zawiera fragment drugiej księgi "Iliady", znanej jako katalog okrętów.
- Tekst pochodzi z okresu rzymskiej dominacji w Egipcie.
- Rodzina zmarłego musiała posiadać znaczny majątek, co potwierdzają złote i miedziane folie znalezione na językach innych mumii w tym samym miejscu.

Czy to wizytówka balsamisty?
Najciekawsza teoria, jaką stawiają naukowcy, jest aż nazbyt przyziemna. Ignasi-Xavier Adiego, kierownik misji archeologicznej, sugeruje, że fragment literatury mógł być swoistym "podpisem" wykonawcy. Może to być rodzaj markowej pieczęci balsamisty, który chciał pochwalić się swoim wykształceniem lub wysoką pozycją społeczną.
A może to był osobisty przedmiot zmarłego? W tamtym czasie grecka literatura była powszechnie znana i nauczana w Egipcie. Możliwe, że osoba ta po prostu nie chciała rozstawać się ze swoją ulubioną lekturą nawet w zaświatach.
Jak sprawdzić, co jeszcze kryją zabytki?
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak naukowcy czytają tekst z tak zniszczonego papirusu, bez jego fizycznego uszkodzenia, technologia idzie tu z pomocą. Nieinwazyjne skanowanie, w tym zdjęcia wielospektralne, pozwala "prześwietlić" warstwy materiału.
Podobne metody możecie wykorzystać w domu, gdy chcecie odczytać wyblakłe paragony czy stare, zniszczone dokumenty – wystarczy odpowiednie oświetlenie pod kątem lub użycie filtrów w zwykłym smartfonie, które zwiększają kontrast między tuszem a papierem.
To odkrycie przypomina nam, że historia nie jest sztywnym podręcznikiem z datami. Jest pełna zaskakujących, osobistych detali, które czekają pod warstwami piasku. Zastanawiacie się, jaki przedmiot każdy z nas zabrałby ze sobą do "wieczności", gdybyśmy musieli wybrać tylko jedną rzecz? Dajcie znać w komentarzach.