Zawsze myśleliśmy, że im gorętsza planeta, tym szybciej wieją na niej wiatry. To czysta logika znana nam z fizyki atmosferycznej: więcej energii cieplnej oznacza potężniejsze turbulencje i szybsze prądy powietrzne.

Najnowsze badania egzoplanet typu „gorący Jowisz” wywracają jednak to przekonanie do góry nogami. Zamiast spodziewanych huraganów, astronomowie odkryli coś, co można nazwać atmosferycznym hamowaniem.

Wiatry, które łamią zasady fizyki

Naukowcy z Obserwatorium Côte d'Azur przyjrzeli się siedmiu gorącym Jowiszom – olbrzymim gazowym planetom, które krążą tak blisko swoich gwiazd, że niektóre z nich wręcz parują pod wpływem ekstremalnego żaru. Zgodnie z teorią, powinny tam panować niespotykane nigdzie indziej wiatry.

Rzeczywistość okazała się zupełnie inna:

  • Zamiast przyspieszać, wiatry na najgorętszych planetach wyraźnie zwalniają.
  • Obserwowane prędkości – choć wciąż ogromne (od 2 do 7 km/s) – są znacznie niższe, niż przewidywały modele komputerowe.
  • Istnieje wyraźna odwrotna korelacja: im planeta jest gorętsza, tym bardziej "ociężałe" stają się jej wiatry.

To zjawisko jest całkowicie sprzeczne z intuicją. Skoro temperatura dostarcza więcej energii, wiatry powinny szaleć jeszcze mocniej. Skoro tego nie robią, oznacza to, że coś działa jak niewidzialny hamulec.

Chłodne hamowanie w piekle: zagadka wiatrów na odległych planetach - image 1

Niewidzialne pole magnetyczne jako hamulec

Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska jest silne pole magnetyczne. W procesie, który przypomina działanie filtra w ekspresie do kawy, pole magnetyczne planety oddziałuje na naładowane cząstki gazów w jej atmosferze, skutecznie ograniczając ich ruch.

Dla nas to odkrycie ma ogromne znaczenie, ponieważ po raz pierwszy możemy „wyczuć” pole magnetyczne planety znajdującej się setki lat świetlnych od Ziemi. Jeśli te dane się potwierdzą, będziemy w stanie lepiej zrozumieć, które światy mają szansę utrzymać swoją atmosferę, a może nawet – w teorii – utrzymać warunki sprzyjające życiu.

Co to oznacza dla nas wszystkich?

Dla większości z nas kosmos to abstrakcyjne kropki na niebie nad polskimi miastami, ale te badania pokazują, jak bardzo złożone są inne systemy gwiezdne. Wyobraźcie sobie planetę, która jest zablokowana grawitacyjnie względem swojej gwiazdy: połowa świata to wieczny, palący dzień, a druga połowa to niekończąca się noc.

Na takich planetach niebo prawdopodobnie nie jest puste. Jeśli tamtejsze pola magnetyczne przypominają ziemskie, to nad tymi gigantami muszą tańczyć zorze polarne, przy których nasze ziemskie zjawiska wydają się jedynie słabymi błyskami.

A Wy jak myślicie – czy znalezienie dowodów na pola magnetyczne na tak odległych planetach przybliża nas do odkrycia czegoś więcej niż tylko gazowych gigantów? Dajcie znać w komentarzach.