Miałem dwadzieścia kur i pełny karmnik od rana do wieczora. Wydawało mi się, że robię wszystko wzorowo: ptaki są najedzone, podwórko ciche, a jedzenie nigdy się nie kończy. A potem policzyłem jajka z całego tygodnia i porównałem wynik z sąsiadką, panią Aldoną, która ma dokładnie tyle samo kur. Jej kury znosiły dwanaście jaj dziennie. Moje – zaledwie siedem. I to na tej samej paszy.

Różnica nie tkwiła w genetyce ani w cenie ziarna. Problem był w samym sposobie karmienia, który dla wielu hodowców wydaje się intuicyjny, a w rzeczywistości jest pułapką.

Dlaczego nieograniczony dostęp do paszy to kiepski pomysł

Swobodny dostęp do pokarmu brzmi jak optymalne rozwiązanie. Kurczak podchodzi, gdy zgłodnieje, dziobie ile chce i wraca do grzebania w ziemi. W praktyce jednak dzieje się coś zupełnie innego, co negatywnie wpływa na produktywność stada.

  • Selekcja paszy: Kury to sprytne stworzenia – wyjadają swoje ulubione ziarna, pozostawiając resztę. Bilans składników odżywczych zostaje zachwiany.
  • Dominacja w stadzie: Silniejsze osobniki rozpychają się przy korycie, podczas gdy słabsze czekają na uboczu i często zostają niedożywione.
  • Utrata jakości: Pasza stojąca w karmniku przez cały dzień chłonie wilgoć, przyciąga owady, a w gorszych warunkach – zaczyna pleśnieć.

Pani Aldona, widząc moją frustrację, rzuciła krótko: „Pełny karmnik to nie troska, to lenistwo. Im lepiej kontrolujesz dawki, tym więcej jaj dostaniesz”.

System dwóch posiłków: jak to działa w praktyce

Sekret sukcesu sąsiadki jest banalnie prosty: karmienie dwa razy dziennie. Rano podaje odmierzoną porcję, którą stado zjada w niespełna czterdzieści minut. Wieczorem – mniejszy posiłek przed nocnym odpoczynkiem. Pomiędzy karmieniami koryto pozostaje puste.

Dlaczego pełny karmnik dla kur niosek to błąd, który kosztuje cię jajka - image 1

Jak ustalić odpowiednią ilość? To kwestia kilku dni obserwacji. Jeśli po zjedzeniu w korycie zostaje ziarno – dajesz za dużo. Jeśli kury kończą jeść w pięć minut i nerwowo przeszukują puste miejsce – to sygnał, że porcja jest zbyt skromna.

Dlaczego ta metoda zmienia wszystko?

Kiedy pasza pojawia się w określonym czasie, kury przestają przebierać. Jedzą to, co otrzymały, bo wiedzą, że kolejna okazja nadarzy się dopiero wieczorem. Dzięki temu bilans diety pozostaje nienaruszony, dokładnie taki, jaki zaplanował producent paszy.

Co więcej, porcjowanie pozwala błyskawicznie wychwycić pierwsze objawy chorób. Jeśli rano któraś kura nie podchodzi do jedzenia, od razu wiesz, że dzieje się coś złego. Przy pełnym, dostępnym non-stop karmniku, każda kura wygląda na „sytą”, więc problem zauważasz dopiero, gdy jest za późno.

Świeżość to nie drobnostka

Resztki paszy powinny być usuwane od razu, zanim nabiorą wilgoci. Warto też inwestować w czystość – naczynia myję teraz przynajmniej raz w tygodniu. Pamiętaj też, by worek z paszą przechowywać w suchym, ciemnym miejscu, szczelnie zamknięty. Wilgoć przenikająca do ziarna to nie oszczędność, a pozorna ekonomia, która odbija się na zdrowiu ptaków.

Po miesiącu stosowania tej metody moje wyniki podskoczyły do dziesięciu jaj dziennie. Może nie dwanaście, jak u pani Aldony (która ma dwadzieścia lat więcej doświadczenia), ale z siedmiu na dziesięć – to różnica, której po prostu nie da się zignorować.

A Ty jak karmisz swoje kury? Stawiasz na dostęp przez cały dzień czy wolisz trzymać rękę na pulsie i dozować paszę?