Wąchanie mleka sprzed tygodnia czy „dochodzenie” do siebie po zjedzeniu podejrzanego kurczaka to rytuał, który zna niemal każdy z nas. Niestety, ludzki nos jest kiepskim detektorem chemicznym, co potwierdzają statystyki: każdego roku około 850 milionów ludzi cierpi z powodu zatruć pokarmowych. Zamiast liczyć na szczęście przy otwieraniu lodówki, naukowcy z UC Berkeley stworzyli rozwiązanie, które za chwilę może zmienić nasze nawyki kuchenne.

Jak działa „elektroniczny nos”

Inżynierowie opracowali miniaturowe urządzenie, które działa jak cyfrowe kubki smakowe. Składa się ono z 16 sensorów, z których każdy jest wyczulony na inną mieszankę gazów wydzielanych przez psującą się żywność.

  • Urządzenie wykorzystuje półprzewodniki z nanorurek węglowych.
  • Działa w temperaturze pokojowej, co czyni je niezwykle energooszczędnym.
  • Algorytmy uczenia maszynowego pozwalają mu rozpoznać produkt z dokładnością 93 procent.

To nie jest tylko zabawka laboratoryjna. Twórcy technologii przewidują, że w niedalekiej przyszłości stanie się ona integralną częścią naszych lodówek. Wyobraź sobie powiadomienie na smartfonie: „Twoja pierś z kurczaka traci świeżość, lepiej zjedz ją dzisiaj”.

Dlaczego poleganie na własnym nosie przy sprawdzaniu świeżości jedzenia to błąd - image 1

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Technologia ma ogromny potencjał nie tylko w walce z psującym się jedzeniem. Badacze pracują nad tym, aby urządzenie potrafiło wykrywać alergeny, takie jak orzechy włoskie czy ziemne. Biorąc pod uwagę miliony wizyt na SOR-ach spowodowanych reakcjami alergicznymi każdego roku, to rozwiązanie brzmi jak prawdziwe wybawienie dla alergików.

Co ciekawe, zespół pracuje już nad wersją mobilną, która połączy się z aplikacją w telefonie. Już niedługo w restauracjach widok gościa dyskretnie sprawdzającego sushi za pomocą małego skanera może stać się tak naturalny, jak dzisiejsze sprawdzanie menu w telefonie.

Praktyczny krok na dzisiaj

Choć e-nos jeszcze nie trafił do sklepów, nauka przypomina o podstawach. Jeśli masz wątpliwości co do dania, które „dziwnie” pachnie lub zmieniło lekko strukturę – lepiej je zutylizować. Żaden posiłek, nawet ulubione danie z zeszłego weekendu, nie jest wart ryzyka poważnego zatrucia pokarmowego. Pamiętaj, że bakterie odpowiedzialne za psucie się jedzenia często nie wydzielają jeszcze wyraźnego, odpychającego odoru, który bylibyśmy w stanie wyczuć.

A Ty, ile razy w miesiącu zdarza Ci się wyrzucić jedzenie tylko dlatego, że „nie ufasz” jego zapachowi? Czy uważasz, że inteligentna lodówka z takim sensorem to niezbędny gadżet, czy jednak zbędny koszt w kuchni?