Kiedy patrzymy na zachodzące słońce nad polskim horyzontem, trudno uwierzyć, że za około 5 miliardów lat nasza gwiazda przejdzie proces, który zmieni nasz układ nie do poznania. Astronomowie od lat zastanawiają się, co stanie się z Ziemią, gdy Słońce przekształci się w białego karła. Najnowsze odkrycie teleskopu Jamesa Webba (JWST) dostarcza nam wskazówek, które brzmią niemal jak scenariusz filmu science-fiction.
Planeta, która przeżyła własną gwiazdę
Naukowcy przyglądali się gazowemu olbrzymowi o nazwie WD 1856b, który krąży wokół białego karła – pozostałości po gwieździe przypominającej naszą. Zgodnie z przewidywaniami, taka planeta powinna być zimna i martwa. Jednak fakty okazały się zupełnie inne.
Okazało się, że temperatura planety wynosi około 126 stopni Celsjusza, choć spodziewano się mroźnych -113 stopni. To sugeruje, że po śmierci macierzystej gwiazdy planeta otrzymała „drugie życie” i została ponownie podgrzana przez nieznane dotąd mechanizmy grawitacyjne.
Czy Ziemia ma szansę na przetrwanie?
Dla naszego Układu Słonecznego śmierć Słońca będzie niezwykle burzliwa. Gdy nasza gwiazda stanie się czerwonym olbrzymem, wchłonie prawdopodobnie Merkurego i Wenus. Los Ziemi pozostaje niepewny — nasza planeta znajduje się na granicy przetrwania, a jej przyszłość zależy od drobnych szczegółów modeli gwiezdnych.
Oto co wiemy o procesie, który czeka nasz dom:
- W miarę jak Słońce tracić będzie masę, orbity planet zaczną się przesuwać na zewnątrz.
- Gazowe olbrzymy, takie jak Jowisz czy Saturn, niemal na pewno przetrwają ten kataklizm.
- Planety krążące wokół białych karłów mogą być „reanimowane” przez siły pływowe innych obiektów, co zmienia ich chemię atmosferyczną.
Dlaczego to odkrycie zmienia zasady gry?
To nie tylko kwestia astronomicznych obliczeń. Do tej pory uważaliśmy śmierć gwiazdy za ostateczny koniec wszelkich szans na jakiekolwiek procesy planetarne. Teraz jednak widzimy, że planety mogą migrować, być podgrzewane i zmieniać się miliardy lat po tym, jak ich „słońce” przestało świecić pełnym blaskiem.
Ryan MacDonald, astronom zaangażowany w badania, twierdzi, że to otwiera zupełnie nowy rozdział w nauce. Czy poszukiwanie życia wokół martwej gwiazdy nie jest najbardziej poetyckim wyzwaniem współczesnej astronomii?
Biorąc pod uwagę, jak bardzo nieprzewidywalne bywa Wszechświat, zastanawiam się: czy uważacie, że powinniśmy skupić się na szukaniu technologii pozwalających nam przetrwać na odległych krańcach Układu Słonecznego, czy raczej lepiej zainwestować w poszukiwania nowego domu w innej części galaktyki?