W mediach zawrzało: naukowcy ogłosili stworzenie SpudCell, czyli syntetycznej komórki zbudowanej z zaledwie 36 genów. Czy to oznacza, że nauka wreszcie przejęła rolę stwórcy i zaczniemy produkować życie w laboratoriach na zamówienie?

Spójrzmy prawdzie w oczy – rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana, a "życie" w wydaniu z Missouri to na razie raczej wyrafinowana zabawka niż organizm, którego należałoby się obawiać. Zrozumienie tego projektu to klucz, by odróżnić sensacyjne nagłówki od prawdziwego przełomu w inżynierii biologicznej.

Czym dokładnie jest SpudCell?

Zamiast brać żywą bakterię i usuwać z niej geny – jak robiono to w 2016 roku, odchudzając genom do 493 elementów – zespół Kate Adamali poszedł w drugą stronę. Zbudowali konstrukcję od podstaw, używając skromnych 36 genów pochodzących z bakterii E. coli, wirusów, a nawet meduzy, co nadaje komórce zdolność fluorescencji.

Jednak odpowiedź na pytanie, czy to już życie, brzmi: nie do końca. SpudCell to jak samochód bez silnika, który musimy pchać pod górkę, aby w ogóle ruszył.

  • Komórki potrzebują stałego „dokarmiania” z zewnątrz gotowymi białkami.
  • Nie potrafią same budować swoich części zamiennych, takich jak rybosomy.
  • Dzielą się tylko pięciokrotnie, po czym ich „bateria” definitywnie pada.

Dlaczego zainwestowano w to czas i pieniądze?

Być może zastanawiasz się, po co tworzyć coś, co umiera po kilku podziałach i wymaga ciągłej opieki. Odpowiedź leży w przemyśle chemicznym. Obecnie prawie wszystko – od plastików w Twoim telefonie po pestycydy na polach – pochodzi z ropy naftowej.

Wizja naukowców jest prosta: chcą stworzyć syntetyczne „fabryki komórkowe”, które zastąpią ropę biologią. Takie komórki mogłyby produkować substancje chemiczne, które są zbyt toksyczne, by przeżyły w nich naturalne organizmy. To ekologiczny Święty Graal, który pozwoliłby nam uniezależnić się od surowców kopalnych.

Czy to jest niebezpieczne?

Jeśli oglądałeś filmy science-fiction, pewnie czujesz lekki niepokój. Czy taka komórka może wymknąć się spod kontroli? Absolutnie nie. SpudCell to technologiczny odpowiednik pacjenta podłączonego do aparatury podtrzymującej życie. Bez stałego dostarczania „pożywienia” w laboratorium, projekt po prostu znika. Żadne ryzyko „przejęcia kontroli” przez syntetyczne życie tutaj nie istnieje.

Jak to działa w praktyce?

Naukowcy zamknęli 36 genów w siedmiu kolistych cząsteczkach DNA. Aby zmusić komórkę do podziału, korzystają z triku: dodają białka, które wyginają membranę komórkową, aż ta zaczyna pączkować. To bardzo prymitywny mechanizm, ale dowodzi, że jesteśmy na dobrej drodze.

Czy uważasz, że tworzenie sztucznych form życia to krok w stronę ratowania planety, czy może igranie z naturą, którego lepiej unikać? Daj znać w komentarzu, co sądzisz o takim majstrowaniu przy kodzie życia.