Centrum naszej galaktyki od lat przypomina wielką, niewyjaśnioną zagadkę. Astronomowie długo drapali się po głowach, patrząc na chaotyczne orbity gwiazd otaczających Sagittarius A* – supermasywną czarną dziurę, która rządzi Drogą Mleczną.
Okazuje się jednak, że rozwiązanie tego bałaganu może być prostsze, niż sądziliśmy. Wszystkiemu winny jest prawdopodobnie niewidzialny "towarzysz", o którym do tej pory mogliśmy jedynie spekulować.
Trzy światy w jednym punkcie
Naukowcy od dawna wiedzieli, że gwiazdy wokół centrum galaktyki dzielą się na trzy bardzo dziwne grupy:
- Gwiazdy typu S: Tworzą niemal kulisty rój i poruszają się po skrajnie wydłużonych, niebezpiecznych orbitach.
- Dysk gwiazd: Masywne obiekty krążące w dość uporządkowany sposób wokół centrum.
- Gwiazdy poza dyskiem: Największy chaos – poruszają się w sposób rozproszony, a niektóre nawet krążą pod prąd w stosunku do reszty.
Do tej pory każdą z tych grup próbowano tłumaczyć osobnymi teoriami, co przypominało próbę naprawy silnika, używając części od roweru i tostera. Teraz zespół z Planetarium w Pekinie zaproponował jeden prosty element, który łączy te fakty w całość.
Kosmiczny „intruz” zmienia zasady gry
Kluczem do rozwiązania zagadki jest czarna dziura o średniej masie, od kilkuset do tysiąca razy cięższa od naszego Słońca. Gdyby taki obiekt krążył wokół Sagittarius A* pod dużym kątem, działałby jak grawitacyjny „mieszacz”.
Byłoby to niczym wrzucenie wirnika do spokojnego akwarium. Zewnętrzne gwiazdy zostałyby wyciągnięte ze swoich torów, niektóre z nich zaczęłyby krążyć w drugą stronę, a oddziaływania między gwiazdami stworzyłyby puste przestrzenie, które obserwujemy w danych.
Czy polskie niebo skrywa te same sekrety?
Chociaż obserwacja centrum galaktyki wymaga potężnych teleskopów umieszczonych w Chile czy na Hawajach, amatorzy astronomii w Polsce mogą poczuć skalę tego zjawiska, patrząc na letnią Drogę Mleczną. Nawet jeśli nie zobaczymy samej czarnej dziury, wiemy teraz, że to, co tam widzimy, to wynik kosmicznego „tańca”, który trwa od miliardów lat.
Jak sprawdzić, czy ta teoria jest prawdziwa? Naukowcy szukają teraz dowodów w gromadzie gwiazd IRS-13E. Jeśli to tam ukrywa się nasz „intruz”, będzie to jeden z największych przełomów w astrofizyce ostatnich dekad.
Myślicie, że w centrum galaktyki może znajdować się więcej takich „ukrytych graczy” wpływających na układ gwiazd, czy może to tylko rzadki przypadek? Dajcie znać w komentarzach!